sobota, 1 kwietnia 2017

11

NOWY DOM

Siwon cze­ka­jący na swoją żonę, zaczął się nie­cier­pli­wić. Ziry­to­wany ruszył w stronę scho­dów. Prze­mie­rza­jąc ostat­nie stop­nie wpadł na Pene­lopę, która z torebką w dłoni wyszła z pokoju. Prze­pro­siła go za tak dłu­gie cze­ka­nie na nią. Meż­czy­zna tylko prze­pu­ścił ją i oboje zeszli. Dziew­czyna nie miała zbyt weso­łej miny, wyglą­dała jakby dowie­działa się cze­goś złego. Siwon spoj­rzał jak ubiera płaszcz po czym wycho­dzi z domu. Posta­no­wił nie przej­mo­wać się tym tylko uczy­nić to samo. Zaklu­czył dworne drzwi po czym udał się w stronę swo­jego samo­chodu. Dziew­czyna sie­działa już w nim. Spraw­dził czy aby na pewno zamknął bagaż­nik po czym ruszył w stronę swo­jego domu. 
Cisza mię­dzy nimi była nie do znie­sie­nia. Aby ją prze­rwać posta­no­wił włą­czyć swoją ulu­bioną płytę. 
– Help me if you can, I’m feeling down. – zanu­cił skrę­ca­jąc. 
– And I do appre­ciate you being ’round. – spoj­rzał na dziew­czynę, która rów­nież widocz­nie znała jego pio­senkę -I never needed any­body’s help in any way
Męż­czy­zna uśmiech­nął się i resztę drogi nucili razem tak znaną im pio­senkę The Beatles. Na pod­je­ździe cze­kało dwóch kamer­dy­ne­rów oraz dwie poko­jówki. Rudo­włosa spoj­rzała na kobietę i przełknęła ślinę. Bru­netka wysia­dła z samo­chodu i pode­szła do Siwona. Nie cze­ka­jąc na to co mają im do powie­dze­nia męz­czy­zna pocią­gnął ją do środka domu/. Dziew­czyna rozej­rzała się. BYło naprawdę pięk­nie. Na ścia­nach wisiały por­trety rodzinne. Podłoga wyło­żona dro­gim mar­mu­rem. Szli w stronę krę­co­nych scho­dów. Chło­pak nie odzy­wał się ani sło­wem, ale widziała że nie miał ochoty na nikogo wpaść. Jej to byłoby to też na rękę. Będąc już na pię­trze ruszyli w prawą stronę. Gdzie nie­gdzie stały małe złote sto­liki a na nich wazony z kwia­tami. Tak samo jak w przy­padku par­teru na ścia­nach wisiały obrazy. Z jed­nego pokoju wyszła poko­jówka. Ukło­niła się widząc Siwona. Ale­xan­dra przyj­rzała się jej. Męż­czy­zna zatrzy­mał się na końcu kory­ta­rza. Spoj­rzał na wiel­kie brą­zowe drzwi. Z kie­szeni płasz­cza wyjął klucz. Nie minęła nawet minuta, a milio­ner otwo­rzył drzwi i prze­pu­ścił ją. Ale­xan­dra weszła do środka roz­glą­da­jąc się. Pokój wyglą­dał jak mały apar­ta­mę­to­wiec. Przy wiel­kim oknie stało łóżko. Było ono odzie­lone od reszty pomiesz­cze­nia prze­świ­tu­ją­cym bal­da­chi­mem zamon­to­wa­nym w sufi­cie. Po pra­wej stro­nie stało dębowe biurko i ide­al­nie uło­żo­nymi książ­kami. Obok tego biurka były drzwi bal­ko­nowe. Nato­miast na samym środku pokoju stała czarna skó­rzana kanapa, a na ścia­nie wisiał tele­wi­zor. Przy bibli­teczne wbu­do­wa­nej w ściane były schody, a u ic szczytu drzwi. 
– Tam jest gar­de­roba, służba wnie­sie tam Twoje rze­czy. Nie chce żeby walały się one tutaj. Cenię sobie porzą­dek. Rozu­miesz? – zapy­tał, a ona tylko kiw­nęła głową. – Oboje wiemy, że to fał­szywe mał­żeń­stwo więc, na razie będziesz spać na tej kana­pie. Póź­niej kupie Ci jakieś łóżko. Łazienka jest tam. – wska­zał na drzwi a następ­nie na kolejne drzwi przy scho­dach. – Tam nie wchodź to moje biuro. 
– Rozu­miem. – powie­działa wie­sza­jąc płaszcz na wie­szaku. 
– Moi rodzice wyje­chali na week­end, więc w domu jeste­śmy tylko my i moja sio­stra z mężem. 
Nie uśmie­chalo jej się życie pod jed­nym dachem z osobą, która wko­pała ją w to bagno. Jed­nak teraz musiała poka­zać, że jest silna i prze­zwy­cię­żyć to.

***
Tobias wszystko prze­my­ślał. W jego gło­wie two­rzyły się niemoż­liwe sce­na­riu­sze. To musiała być jego sio­stra. Prze­cież umiałby ją roz­po­znać. Rozmy­ślał nad tym idąc w stronę domu Niny, musiał ją prze­pro­sić. Widząc znany budy­nek przy­spe­szył i otwo­rzył sobie drzwi. Wbiegł na trze­cie pię­tro. Lekko zma­chany pod­szedł do drzwi. Zapu­kał dwa razy. Zro­bił krok do tyłu i sły­sząc odklu­cza­nie drzwi wypu­ścił powie­trze. Nina wychy­liła głowę zza drzwi. 
– Tobias? Boże tak się cie­szę, że Cię widzę. Wejdź– powie­działa wpusz­cza­jąc go. 
– Nino prze­pra­szam za to jak Cię potrak­to­wa­łem. – powie­dział idąc w stronę salonu. – Jed­nak ja czuję, że to była moja siso­tra. 
– Tobias, byłeś na pogrze­bie…
– Tak wiem, ale to nie moż­liwe, żeby były tak podobne. 
Chło­pak spoj­rzał na nią, ale widząc brak zro­zu­mie­nia w swo­jej przy­ja­ciółce wes­tchnął. Po tej krót­kiej wymia­nie słów, poże­gnał się z Niną. Zimne popo­łu­dnie dawało mu o sobie znać. Cała droga do domu zajęła mu może z dzie­sięć minut. Widząc znaną mu restau­ra­cję przy­spie­szył. Otwo­rzył szybko drzwi, po czym spoj­rzał w stronę swo­jej mamy. Sie­działa ona spo­glą­da­jąc w prze­strzeń z zamy­ślo­nym wzro­kiem. Chło­pak obró­cił tabliczkę, dając znać, że lokal jest zamknięty. Zaklu­czył drzwi i pod­szedł do kobiety. Spoj­rzała na niego i lekko się uśmiech­nęła. 
– Choć mamo na górę. – pomógł jej wstać po czym gaząc świa­tła ruszyli scho­dami w stronę swo­jego miesz­ka­nia

***
Ale­xan­dra spo­glą­dała jak dwie kobiety wie­szają jej ubra­nia. Nie czuła się zbyt kom­for­towo w tym domu, jed­nak sta­rała się zado­mo­wić. Poko­jówki ukło­niły się i opu­ściły pokój. Dziew­czyna zer­k­nęła na ide­al­nie uło­żone buty. Jej ciszę prze­rwało trza­śnię­cie drzwiami. Bru­netka popra­wiła swe­te­rek i wyszła z gar­de­roby. Na kana­pie sie­dział Siwon, miał nie­zbyt cie­kawą minę. Kobieta zbli­żyła się, męż­czy­zna spoj­rzał na nią i podał jej gazetę. Nie­pew­nie chwy­ciła ją i prze­czy­tała arty­kuł: " WIELKI PRZEKRĘT?”, serce zabiło jej moc­niej, czyżby ktoś odkrył że nie jest Pene­lopą?
– Czy­taj na głos. – Siwon rzu­cił swoją mary­narką. 
– " Wczo­raj doszło do ślubu, o któ­rym było gło­śno od kilku mie­sięcy. Jed­nak tajem­ni­czy infor­ma­tor zdra­dził, że ten szczę­śliwy dzień był w 100% oszu­stwem. O co cho­dzi? Już tłu­ma­czymy! Rodzice mło­dej pary zor­ga­ni­zo­wali całe wyda­rze­nie, aby pre­mier wygrał wybory a cen­trum han­dlowe miało więk­sze zyski! Jaka jest prawda? Tego nie wiemy, ale na pewno Was poin­for­mu­jemy”. I co teraz? – zapy­tała sia­da­jąc obok niego. 
– Ktoś z naszego oto­cze­nia chce nas znisz­czyć. – powie­dział patrząc na nią. – Moż­liwe nawet, ze to osoba pra­cu­jąca tutaj. 
– Musimy zaprze­czyć tym plot­kom. – odparła rzu­ca­jąc gazetę na sto­lik. 
– Musimy zacho­wy­wać się jak mał­żeń­stwo, i w domu jak i po za nim. – dziew­czyna ze zro­zu­mie­niem poki­wała głową. – Rano poko­jówka ma nas obu­dzić, nie możemy spać osobno. – widząc jej minę szybko dodał – Mam duże łóżko nie martw się. 
– Dobrze. 
– Nie wiem jak Ty, ale ja padam na nogi. Chcesz pierw­sza sko­rzy­stać z łazienki? – zer­k­nął na zamy­śloną kobietę. 
– Słu­cham? Aaa, tak tak. – powie­działa wsta­jąc. 
Szyb­kim kro­kiem z gar­de­roby wzięła pierw­sze lep­sze ubra­nia do spa­nia. Szyb­kim kro­kiem weszła do łazienki. Zaklu­cza­jąc za sobą drzwi, pozby­wała się ubrań. Weszła pod prysz­nic i puściła let­nią wodę. Strach, który opa­no­wał jej ciało kilka minut temu już znik­nął. Oddy­chała szybko, a ręką prze­je­chała po twa­rzy. Jej prysz­nic nie trwał długo. Wycho­dząc z pomiesz­cze­nia wpa­dła na Siwona. Męż­czy­zna nic sobie z tego nie robiąc wszedł do srodka. Sły­sząc prze­krę­ce­nie zamka w drzwiach pod­bie­gła do swo­jej torebki. Wycią­gnęła z niej pamięt­nik. Trzy­ma­jac go kur­czowo w dło­niach ruszyła w stronę łóżka. Odsu­wa­jąc biały mate­riał, obej­rzała się za sie­bie. Usia­dła i wsa­dziła notes pod poduszkę, a po paru minu­tach leżała spo­glą­da­jąc w sufit.



sobota, 18 lutego 2017

10

I ŻE AŻ ŚMIERĆ NAS NIE ROZDZIELI

 Alek­san­dra spo­glą­dała na kobiety, które w cha­osie prze­miesz­czały się z jed­nego pomiesz­cze­nia do dru­giego. Dziew­czyna spoj­rzała w swoje odbi­cie. Deli­katny makjaż, który przy­go­to­wała jedna z naj­lep­szych kosme­ty­czek ide­al­nie pod­kre­ślał jej dziew­częcą urodę. Nato­miast spięte włosy odkry­wały zgrabne ramiona. Wybi­jała godzina czter­na­sta, za dwie godziny roz­pocz­nie się ślub Siwona i Pene­lopy. Anna, matka Pene­lopy co chwilę robiła zdję­cia dziew­czy­nie sie­dzą­cej na sto­liku, nato­miast maco­cha Siwona sie­działa na kana­pie popi­ja­jąc szam­pana. Alek­san­dra poznała ją godzinę temu i już wie­działa, że ich wspólne życie nie będzie usłane różami. Sły­sząc puka­nie do drzwi kątem oka spoj­rzała na wysoką blon­dynkę, która przez nie prze­szła.
– Wybacz­cie spóź­nie­nie, musia­łam coś zała­twić z Chri­sto­pherem. – uśmiech­nęła sie i jak na zawo­ła­nie sta­nął za nią naj­więk­szy kosz­mar Alek­san­dry. Dziew­czyna przełknęła ślinę i powró­ciła wzro­kiem do lustra. – Pene­lopo wyglą­dasz pięk­nie, tylko gdzie suk­nia?
– Jesz­cze czas na nią. – odparła Anna popra­wia­jąc nie­sformy kosmyk wło­sów przy­szłej pan­nie mło­dej.
– Z pew­no­ścią nie pamię­tasz kim jestem, spo­tka­ły­śmy się raz w dniu wypadku. Jestem Tatiana Night. – Alek­san­dra widząc w lustrze wycią­gnięta ręke żony Chrisa odwró­ciła się i deli­kat­nie ją chwy­ciła.
– Siwon przy­je­chał z Wami? – zapy­tała Julia.
Zanim Tatiana zdą­rzyła odpo­wie­dzieć ode­zwał się tele­fon bru­netki. Dziew­czyna szybko chwy­ciła za przedmiot lezacy przed nią i widząc na ekra­nie nazwę „Numer nie­znany”, prze­pra­sza­jąc zgro­ma­dzo­nych wyszła z pomiesz­cze­nia. Oparła się o ścianę i wci­ska­jąc zie­loną słu­chawkę przy­ło­żyła tele­fon do ucha.
– Słu­cham?
Jed­nak po dru­giej stro­nie nikt się nie ode­zwał. Sły­szała tylko oddech jej roz­mówcy. Chwilę cze­kała, aż ktoś się ode­zwie jed­nak jedyne co usły­szała to dźwięk oznaj­mia­jący o zakoń­cze­niu roz­mowy.

***

Azjata i jego przy­ja­ciele wol­nym kro­kiem ruszyli w stronę wej­ścia. W tym momen­cie Siwon był szczę­śliwy, że naka­zał aby jego gar­ni­tur oraz jego świad­ków przy­wie­ziono tutaj. Będąc już pod swoim poko­jem usły­szał za ple­cami głos swo­jego ojca.
– Jak Ty wyglą­dasz…– wes­tchnął– Idź pod prycz­nic nie zostało dużo czasu.
Star­szy męż­czy­zna przyj­rzał im się ostatni raz po czym na pię­cię odszedł od nich. Choi od razu wcho­dząc do pokoju udał się do łazienki. Musiał się odświe­żyć po ostat­niej nocy. Impreza do czwar­tej rano jed­nak mu nie posłu­żyła. Był jed­nakzadowolony, że cho­ciaż wstał na czas.

***
– Pene­lopo wiem, że ten ślub to zwy­kły świ­stek – Anna spoj­rzała na swoją jak myślała córkę – Jed­nak wyglą­dasz pięk­nie, i chcę to uwiecz­nić.
Kobieta wska­zała na apa­rat. Dziew­czyna uśmiech­nęła się lekko, przez co kobieta zakla­skała i zro­biła jej kilka zdjęć. Ojciec Pene­lopy rów­nież wychwa­lał jej wygląd, dopiero teraz odczó­wał wyrzuty sumie­nia zwią­zane z jego czy­nami. Nigdy nie chciał wyko­rzy­sty­wać rodziny do swo­ich celów. Kiedy już miał o tym powie­dzieć do pomiesz­cze­nia weszła kobieta.
– Pro­sze już udać się do sali wesel­nej. – uśmiech­nęła się.
Anna pocią­gnęła swo­jego męża za rękę. Alek­san­dra spoj­rzała na welon leżący na sto­liku. Pode­szła tam i bio­rąc go do ręki usia­dła na sto­liku. Pró­bu­jąc zacze­pić go, zoba­czyła w odbi­ciu postać Chri­sto­phera. Męż­czy­zna zabrał jej go i sam zacze­pił.
– Od dzi­siaj będziesz pod moją stałą kon­trolą. – uśmiech­nął się, a dziew­czyna z obrzy­dze­niem wstała.
– Powin­nam już iść. – rze­kła bio­rąc bukiet.
Wycho­dząc pośpiesz­nie z kory­ta­rza wpa­dła na Siwona, który już po nią szedł. Spoj­rzeli na sie­bie i nie wie­dząc zbyt­nio co powie­dzieć naj­zwy­czaj­nie w świe­cie ruszyli w stronę sali wesel­nej. Przez całą drogę nie odzy­wali się do sie­bie. Przed drzwiami cze­kała na nich kobieta, która zor­ga­ni­zo­wała całe wyda­rze­nie. Dała im ostat­nie wska­zówki i kazała przy­go­to­wać. Siwon wziął dłoń dziew­czyny i wsa­dził sobie pod ramie. Alek­san­dra spoj­rzała na niego, ale widząc że on rów­nież spo­gląda w jej stronę odwró­ciła wzrok. W pomiesz­cze­niu obok zaczął grać marsz weselny. Białe drzwi zostały otwo­rzone. Jej oczom uka­zał się tłum gości. Szyli w takt muzyki uśme­cha­jąc się do wszyst­kich. Serce biło jej coraz moc­niej. Kiedy sta­nęli przed osobą, która ma udzie­lić im ślubu wypu­ściła powie­trze z ust.
– Zebra­li­śmy się tutaj, aby połą­czyć tę oto parę świę­tym związ­kiem mał­żeń­skim. – męż­czy­zna spoj­rzał na nich i roz­po­czął długi mono­log. Przez więk­szość Alek­san­dra po pro­stu myślała nad tym jak teraz będzie to wszystko wyglą­dać, czy Chri­sto­pher na­dal będzie jej gro­ził? Czy moze teraz przy­sto­puje.
– Czy Ty Pene­lopo Thorn, bie­rzesz tego Siwona Choia za męża i obie­cu­jesz, że nie zosta­wisz go aż śmierć Was nie roz­łą­czy oraz że będzie­cie razem w zdro­wiu i cho­ro­bie?
– Tak
– Czy Ty Siwo­nie Choi bie­rzesz tą Pene­lopę Thorn za żonę i obie­cu­jesz, że nie zosta­wisz jej aż śmierć Was nie roz­łą­czy oraz że będzie­cie razem w zdro­wiu i cho­ro­bie?
– Tak.
– Ogła­szam wszyst­kim tu zebra­nym, że mia­nuję Was żoną i mężem. – odparł z lek­kim uśmie­chem – Może­cie się poca­ło­wać.
Oboje spoj­rzeli na niego, a następ­nie na sie­bie. Siwon schy­lił się i zło­żył na jej ustach krótki poca­łu­nek. Kobieta zmu­ro­wana spoj­rzała na niego. Zebrani goście wstali ze swo­ich krze­seł i ze wzru­sze­niem spoj­rzeli na młoda parę. Kiedy tylko Siwon i Alek­san­drą ruszyli w stronę wyj­ścia, goście zaczeli kla­skać. Kobieta nie­pew­nie spo­glą­dała na zebra­nych.

***
Nina cią­gnęła za rękę Tobiasa, chło­pak co chwile sta­rał się ja zatrzy­mać. Nie miał poję­cia dla­czego wycią­gnęła go z domu. Nie chciał wycho­dzić i zosta­wiać rodzi­ców samych. Bru­netka zatrzy­mała się nagle i spoj­rzała na niego zde­ner­wo­wana. Wal­neła go z całej siły w rękę.
– Nino, nie mam ochoty ni­gdzie iść. – wymam­ro­tał trzy­ma­jąc się za ude­rzone miej­sce.
– Musisz coś zoba­czyć. – spoj­rzała na niego bła­gal­nie – Tylko na sekundę to nie­da­leko.
Nie cze­ka­jąc na jego odpo­wiedź pocią­gnęła go za rękę. Chło­pak widząc tłum ludzi z apa­ra­tami pod jed­nym z budyn­ków wes­tchnął. Czyżby kolejna sławna para bie­rze ślub? Nie był zasko­czony tym wido­kiem, jego przy­ja­ciółka uwiel­biała oglą­dać tego typu rze­czy. Jed­nak sytu­acja, w któ­rej się znaj­do­wał aktu­al­nie nie dawałą mu satys­fak­cji z towa­rzy­sze­niu jej. Usie­dli na scho­dach, które zawsze zaj­mo­wali. Niby duchem był przy niej, jed­nak myślami ucie­kał do swo­jej nie­dawno zmar­łej sio­stry. Nina ziry­to­wana widząc, że chło­pak jej nie słu­cha po raz kolejny ude­rzyła go w ramie.
– O co Ci cho­dzi? – zapy­tał zły.
Nina widząc otwie­rane drzwi wska­zała na nie ręką. Chło­pak spoj­rzał w ich strone i momen­tal­nie jego czer­wone od mrozu poliki stały się blade jak śnieg. Nie mógł uwie­rzyć w to co widzi. Przed jego oczami stała kobieta. Była tak nie­da­leko. Obok stał męż­czy­zna w płasz­czu.
– Alex? – zapy­tał sam sie­bie i ruszył w stronę repor­te­rów.
Nina widząc co się dzieje ruszyła za nim. Wykrzy­ki­wała jego imie, jed­nak to nie poma­gało. Chło­pak niczym lodo­ła­macz ruszył w ich stronę. W pew­nym momen­cie przed nim sta­nął ochro­nierz. Odep­chał go przez co wylą­do­wał na chod­niku. Nina dobie­gła do chło­paka i poło­żyła mu dłoń na ramie­niu.
– To była moja sio­stra…
– Nie Tobias, to Pene­lopa żona mojego szefa. Chcia­łam Ci ją poka­zać, była ostat­nio u nas w gale­rii…– chło­pak nie dał jej dokoń­czyć.
– Jesteś z sie­bie zado­wo­lona?!– wykrzy­czał jej w twarz- Bawi Cię, moje cier­pie­nie? Myślisz, że poka­zu­jąc mi kobiete do niej podobną zapomne o niej? Czy Ty w ogóle myślisz!? Masz tupet zabie­ra­jac mnie tutaj po tym co się stało. Nigdy nie sądzi­łem, że jesteś taką ego­istka Nino, nie chcę Cię znać.
Chło­pak ode­pchnął ją i wsta­jac na równe nogi spoj­rzał na nią, a bijący chłód w jego oczach ją zszo­ko­wał. Prych­nął pod nosem i udał się w stronę swo­jego domu.

***

Natęp­nego poranka Siwon poma­gał swo­jej żonie z prze­wo­zem jej rze­czy. Dziew­czyna poszła do sypialni po ostatni kar­ton. Wie­działa, że to tylko rok, jed­nak wolała zabrać wszyst­kie rze­czy. Wcho­dząc do prak­tycz­nie pustego pomiesz­cze­nia spo­strze­gła mały kar­ton na łóżku. Spoj­rzała do środka, był wypchany książ­kami. Uśmiech­nęła się lekko, bio­rąc go do ręki z samej góry spa­dła jedna z ksią­żek. Wyw­ra­ca­jąc oczami odło­żyła kar­ton, uklę­kła i podnio­sła przedmiot. Jej oczom uka­zało się coś leżą­cego pod łóż­kiem. Z tyl­nej kie­szeni spodni wyjęła tele­fon, który dał jej Chris. Zapa­liła latarkę i wycią­gnęła czarny skó­rzany notes. Obró­ciła go kilka razy. Spraw­dza­jąc czy ktoś nie idzie otwo­rzyła go.
” 13 MARCA 2010
Spę­dziła cudowny dzień z nim. Jest tro­skliwy, ale nie wiem czy jest to spo­wo­do­wane uczu­ciem do mnie czy moimi pie­niędzmi. Pozna­li­śmy się nie­da­wano. Wiem tylko, że ma żonę jed­nak nie prze­szka­dza mi to. Pra­gnę go, teraz to wiem. Pra­gnę mojego Chri­sto­phera Night’a. „
– Chris? Oni mieli romans? – zapy­tała sama sie­bie.

piątek, 23 grudnia 2016

9

TO DOPIERO POCZĄTEK


   Samo­chód zatrzy­mał się przy wiel­kiej posia­dło­ści, którą można było z daleka doj­rzeć. Bru­netka spoj­rzała na zapa­lone świa­tło w salo­nie. Nie było dla niej zasko­cze­niem, że Chris cze­kał na nią. 
– Życzę miłego wie­czoru panience. – miły głos star­szego męż­czy­zny, z któ­rym roz­ma­wiała chwilę wcze­śniej spra­wił, że prze­nio­sła na niego wzrok. 
– Wza­jem­nie, ile płacę? – uśmiech­nęła się. 
– Pani chło­pak zapła­cił mi z góry. – zaśmiał się. – Ma koleś gest na święta. 
– To prawda. 
   Poże­gnała się i opu­ściła pojazd. Dźwięk dep­ta­nego śniego odbi­jał się w jej gło­wie. Rozmy­ślała nad tym co za chwile może jej powie­dzieć Night. Wolno weszła po chod­kach, a następ­nie chwy­ciła klamkę. Wcho­dząc do domu poczuła cie­pło ude­rza­jące ją w twarz. Zosta­wia­jąc płaszcz na wie­szaku ruszyła krót­kim kory­ta­rzem w stronę salonu. Sto­jąc już u progu spo­strze­gła gniewne spoj­rze­nie Chrisa. Jed­nak on nic nie mówił. 
Sie­dział w fotelu z zało­żo­nymi rękami na kola­nach, niczym matka cze­ka­jąca na swoje uko­chane dziecko. Jed­nak Alek­san­dra wie­działa, że nie był zmar­twiony jej póź­nym powro­tem do domu. Oparła się o ścianę i cze­ka­jąc na wywód spoj­rzała na niego. Chri­sto­pher wes­tchnął. 
– Gdzie byłaś?
– U Siwona. 
– A póź­niej?
– Na gro­bie Pene­lopy. 
   Męż­czy­zna sły­sząc to wstał zwa­la­jąc szklany stół na podłogę. Szkło roz­biło się na kil­ka­set kawał­ków. Alek­san­dra zasko­czona spo­glą­dała na znisz­czony mebel, a następ­nie swój wzrok prze­nio­sła na męż­czy­znę, który zbli­żał się do niej. Chciała uciec, jed­nak Chris był szyb­szy. 
Jedną dło­nią zagro­dził jej drogę ucieczki, a drugą poło­żył na jej ramie­niu. Zci­snął moc­niej pięść przez co kobieta syk­nęła. Męż­czy­zna przez zaci­śniętą szczękę powie­dział: 
– Ostatni raz poszłaś gdzie kol­wiek bez mojej wie­dzy- kobieta spoj­rzała mu w oczy, widziała w nich tylko i wyłącz­nie obłęd – Następ­nym razem, nie będziesz musiała jej odwie­dzać, będzie­cie sąsiad­kami. 
Puścił ją i ostatni raz obrzu­ca­jąc ją spoj­rze­niem wyszedł z domu. Osłu­piała kobieta osu­nęła się na zie­mie. Teraz nie byla pewna czy warto zadzie­rać z Psy­cho­lem.


***

   Siwon sły­sząc dźwięk budzika otwo­rzył leni­wie oczy. Usiadł na łożku i rozej­rzał się. Chwy­cił tele­fon leżący na komo­dzie i wyłą­czył iry­tu­jącą muzykę. Dzi­siaj był przed ostatni dzień jego pracy w tym roku. Z jed­nej strony był zachwy­cony, z dru­giej jed­nak przy­zwy­czaił się do papier­ko­wej roboty. Widząc wia­do­mość w swo­jej skrzynce meilo­wej odczy­tał ją. 
   Ostat­nie potwier­dze­nie od hotelu, w któ­rym spę­dzi swój mie­siąc mio­dowy. Taa mie­siąc, który będzie trwał tydzień. Czar­no­włosy szyb­kim kro­kiem udał się do łazienki. Po zim­nym prysz­nicu ubrał dzień wcze­śniej wybrany gar­ni­tur. 
Był per­fek­cjo­ni­stą, nic nie mogło się w jego życiu nie udać. Zapi­na­jąc guzik od mary­narki zbiegł po scho­dach. 
– Dzień dobry panu! – rudo­włosa kobieta przy­wi­tała się z synem swo­jego pra­co­dawcy- Przy­go­to­wa­łam pana teczkę. 
– Oo dzię­kuję Ana­sta­zjo. – ode­brał od kobiety przedmiot. 
Przed wyj­ściem z domu ubrał swój płaszcz, a następ­nie opu­ścił budy­nek. Na pod­je­ździe cze­kał już jego przy­ja­ciel Tom. Siwon z lek­kim uśmie­chem otwo­rzył sobie drzwi i usiadł. Tom odcze­kał chwilę, aż jego szef zapnie pasy po czym ruszył. 
– To o któ­rej jutro? – zapy­tał nagle. 
– Ale co o któ­rej? – Siwon zasko­czony spoj­rzał na męż­czy­znę. 
– No o któ­rej koń­czysz?
– Tak jak zawsze. – Siwon nie widział sensu tego pyta­nia. 
– Koleś jutro Twój wie­czór kawa­ler­ski! Nie mów, że nic nie przy­go­to­wa­łeś…– cisza od strony roz­mówcy utwier­dziła go w fak­cie, że zwy­czaj­nie zapo­mniał o tym wyda­rze­niu- Ehhh, idiota. Dobrze, że masz mnie. Więc słu­chaj chłop­czyku, jutro odbie­ram Cię z pracy po szes­na­stej i odwoże do domu jasne?
– Jasne, jasne.
– Super, a o osiem­na­stej przy­jadę po Cie­bie i spę­dzisz noc swo­jego życia, oczy­wi­ście z umia­rem bo mi panna młoda łeb urwie. Przez dwie godziny masz się odszy­ko­wać jakby to miał być Twój ostatni dzień. Rozu­miesz?
– Prze­ra­żasz mnie. – Siwon spoj­rzał przed sie­bie, a Tom zaśmiał się.

***

     Alek­san­dra spoj­rzała na tele­fon, który dał jej Chri­sto­pher. Chwy­ciła go do ręki i spoj­rzała na wia­do­mość. Z jej tre­ści dowie­działa się, że Siwon dzi­siaj potrze­bo­wał jej pomocy. Kil­koro dzien­ni­ka­rzy ma poja­wić się na prze­mo­wie męż­czy­zny w cen­trum. Azjata pro­sił ją, aby poja­wiła się tam. Chciał, żeby repor­te­rzy zro­bili im kilka zdjęć. Zaraz po tej wia­do­mo­ści dostała kolejną.

Szwa­gier: 
Idź tam, nie martw się w końcu Alek­san­dra nie żyje.

    Widząc tą wia­do­mość poczuła jak cie­pło roz­nosi się po jej ciele. Czuła się obser­wo­wana, wie­działa że ten tele­fon nie jest zwy­kły. Chri­sto­pher zawsze wie­dział kiedy i co przy­cho­dzi do niej. Obser­wo­wał ją, nie dzi­wiła mu się jed­nak nie podo­bało jej się to. Usia­dła na skraju łóżka i szybko wystu­kała wia­do­mość do Siwona

Będę tam o 12.

***

    Kobieta wysia­dła z tak­sówki tuż przed cen­trum han­dlo­wym. W jed­nej z szyb spraw­dziła czy wygląda dobrze. Sza­dry ele­gancki płaszcz zakry­wał jej bor­dową sukienkę, a czarne raj­stopy i tego samego koloru kozaki na obca­sie doda­wały kropki nad „i”. Spoj­rzała na godzinę w tele­fonie i wdząc, że ma jesz­cze dzie­cieć minut zwol­niła krok. Idąc w stronę windy wpa­dła na przy­ja­ciela Siwona. Męż­czy­zna uśmiech­nął się lekko i wymi­nął ją. Kobieta spoj­rzała na chło­paka i jak znik­nął z jej pola widze­nia pode­szła do windy. Wci­snęła czer­wony przy­cisk, odcze­kała chwilę, a gdy drzwi roz­su­nęły się weszła do środka. Wybrała odpo­wied­nie pię­tro i kiedy drzwi się zasu­wały do środka nagle wesżły dwie kobiety. Bru­netka i blon­dynka były ele­gancko ubrane, a w dło­niach miały teczki. 
    Kobieta nie zwra­cała na nie zbyt­nio uwagi, była zajęta odpi­sy­wa­niem na wia­do­mo­ści Siwona. Męż­czy­zna był cie­kawy za ile Pene­lopa się pojawi. Jed­nak sły­sząc roz­mowę kobiet chcąc nie chcąc zwró­ciła na nie swoje spoj­rze­nie. 
– Sły­sza­łaś? Podobno narze­czona Siwona ma tu dzi­siaj być. – powie­działa bru­netka. 
– Irmo, wiem o tym. Nie oszu­kujmy się z tego co nam mówiono jest ona naprawdę paskudną kobietą. 
– Wiem, Mark mówił że ma ona bar­dzo hmmm wyjąt­kową twarz- zaśmiała się. 
– Siwon to dobra par­tia, tylko brak mu gustu. 
– Masz racje Amber, Ty była­byś dużo lep­szą osobą dla niej. 
    Alek­san­dra wywró­ciła oczami i gdy tylko winda się zatrzy­mała wypchała się przed nie. Sły­szała za sobą tylko nie miłe komen­ta­rze. Nie odwra­ca­jąc się pode­szła do zbio­ro­wi­ska ludzi. Tom pod­biegł do niej i zapro­wa­dził na drogą stronę roz­ło­żo­nej sceny, jej wzrok powę­dro­wał na wielką cho­inkę. Zza sceną wpa­dła na Siwona, męż­czy­zna uśmiech­nął się lekko w jej stronę. 
– Musimy wycho­dzić. – powie­dział, a Alek­san­dra zdję­ła płaszcz i podała go Tomowi. ’

    Kobieta nie­pew­nie weszła na scenę. Spo­gla­dała na podłogę, bała się że gdy tylko podnie­sie wzrok ktoś ją roz­po­zna. Wie­działa, że ona tak naprawdę nie żyje? Jed­nak strach pozo­stał. 
Nie myliła się. Nina sto­jąca nie­da­leko sceny spoj­rzała wiel­kimi oczami na kobietę obok jej szefa. Kilka razy zamy­kała oczy, albo szczy­pała się po dłoni. Nie miała poję­cia co tu się wypra­wia. 
– Chciał­bym życzyć wszyst­kim pra­cow­ni­kom jak i naszym gościom weso­łych świat. Ja sam wiem, że będą to naj­lep­sze święta gdyż wła­śnie jutro zostanę mężem nie­sa­mo­wi­tej kobiety. Pene­lopo. 
Siwon wycią­gnął dłoń do kobiety, a ta ją chwy­ciła. Nie wie­działa co ma zro­bić innego. Męż­czy­zna powie­dział jesz­cze kilka rze­czy po czym zeszli ze sceny. Czuła, że ma twarz czer­woną niczym pomi­dor. 
– Panie Choi! Mogę pro­sić o jedno zdję­cie dla maga­zynu „You’re Style”?
Siwon poki­wał głową, a chło­pak z apa­ra­tem zro­bił mu kilka zdjęć. 

***

    Siwon sie­dział wśród swo­ich przy­ja­ciół. Spo­glą­dał na nich z lek­kim uśmie­chem. Żaden z nich nie wie­dział o tym, że jego ślub to jedna wielka ustawka. Każdy sta­rał się, aby ten wie­czór był dla niego nie­za­po­mniany. Upił odro­binę whi­sky. Czu­jąc szturch­nię­cie w ramię spoj­rzał na osobę, która go zacze­pia. Nie był zachwy­cony widząc zna­jo­mego ze szkoły. Nie­chęt­nie wstał, aby się z nim przy­wi­tać. 
– No pro­szę, kogo ja tu widzę. – blon­dyn zaśmiał się – Sły­sza­łem, że roz­po­czy­nasz karierę, ale że balu­jesz w piąt­kowe wie­cziry to już nie. 
– Cie­bie rów­nież dobrze widzieć Armin. – Siwon usi­ło­wał być miłym. 
– To nie tak, że nam prze­szka­dzasz ale możesz już sobie iść. – jeden ze zna­jo­mych Choi’a posta­no­wił mu pomóc widząc jego nię­cheć co do blon­dyna. 
– Wła­śnie mamy wie­czór kawa­ler­ski. – dodał drugi. 
– Gra­tu­la­cje, więc który z Was się żeni?
– Ja. – Siwon miał nadzieje, że ta roz­mowa jak naj­szyb­ciej się zakoń­czy. 
– Ty? Zaw­sze sądzi­łem, że wolisz męż­czyzn. Przez całe liceum jak i stu­dia nie widzia­łem Cię z kobietą. Czyżby była nią ta dziew­czyna z gazety?
– Tak, Pene­lopa. 
– Jeśli nie czu­jesz się na siłach zawsze możesz wysłać ją do mnie na noc poślubną– zaśmiał się, a Siwon czu­jąc gniew ude­rzył go z pię­ści w twarz. 
Ocho­rona wypro­siła ich z baru, ale na szczę­ście w innym męż­czy­zna mógł się odstre­so­wać, nie­stety wypił za dużo alko­holu czego będzie żało­wał następ­nego poranka.




czwartek, 15 grudnia 2016

8

NOWE ŻYCIE


Tobias spo­glądał na zako­py­waną trumnę. Nie powstrzy­my­wał łez, które od kilku dni namięt­nie za nim podą­rzały. Chło­pak podniósł lekko głowę i widząc nie­da­leko swo­ich rodzi­ców, jesz­czebar­dziej pogrą­żył się w zamy­śle­niu. Nie docie­rało do niego co stało się tak nie­dawno. Jesz­cze kilka dni wcze­śniej widział sio­strę, która śmiała się i była przy nim. Teraz wszystko miało się zmie­nić. Czu­jąc dłoń na ramie­niu spoj­rzał na osobę do, któ­rej nale­żała. Był to jego wuj.
– Odwiozę Was do domu. – spoj­rzał na niego nie­pew­nie.
– Dobrze, idź z moimi rodzi­cami do auta, a ja zaraz dojdę.
Męż­czy­zna poki­wał głową i odszedł. Zbio­ro­wi­sko ludzi nale­żą­cych do ich rodziny, lub przy­ja­ciele jego sio­stry zaczy­nali się roz­cho­dzić. Tobias spoj­rzał na ramkę ze zdję­ciem, które cały czas trzy­mał. Zro­bił je jesz­cze w te waka­cje. Uwa­żał, że to naj­ład­niej­sze zdję­cie jego sio­stry jakie posia­dał. Poło­żył je wśród zni­czy i sztucz­nych kwia­tów.
Z żalem serca musiał odejść od niej.


***

 Alek­san­dra spo­glądała pustym wzro­kiem na tele­wi­zor w domu Pene­lopy. Nie miała na nic ochoty. Od wczo­raj­szego wyj­ścia ze szpi­tala cią­gle sie­dzi w tym samym miej­scu. Chris nie wie­dział zbyt­nio jak roz­ma­wiać z kobietą. Jedyną metodą, aby go słu­chała były groźby. Męż­czy­zna chciał otwo­rzyć usta kiedy poczuł wibra­cję tele­fonu. Spoj­rzał na wyświe­tlacz, przełknął ślinę i ode­brał.
– Siwon? Czy coś się stało?
– Nie, ale od Tatiany wiem że prze­sia­du­jesz u Pene­lopy. Podobno wyszła już ze szpi­tala.
– Tak to prawda, nie mia­łem sumie­nia zosta­wiać ją samą. Sam rozu­miesz. – kobieta spoj­rzała na niego z gry­ma­sem.
– Nie­długo mam prze­rwę, może wpad­nie­cie? Wiem, że zawsze popra­wiały jej chu­mor zakupy.
– Nie sądzę, aby był to dobry pomysł. – gwał­tow­nie wstał z miej­sca zwa­la­jąc ze stołu szklankę.
– Dla­czego? – Siwon nie ukry­wał swo­jego zdzi­wie­nia. Chri­sto­pher spoj­rzał na Alek­san­drę, nie wie­dząc zbyt­nio co robić. Chciał aby doszło do spo­tka­nia, ale nie teraz kiedy ona jest nie przy­go­to­wana. Dodat­kowo Siwon pra­cuje w tym samym miej­scu co ona pra­co­wała, gdyby ktoś ją roz­po­znał?
Alek­san­dra wyczuła, że Chri­sto­pher boi się jej spo­tka­nia z Siwo­nem. Jed­nak ona czuła, że powinna tam pójść, zaba­wić się w jego grę. Wie­działa co powinna zro­bić, znisz­czyć go jego bro­nią. Wstała z miej­sca i spoj­rzała na niego. Męż­czy­zna zakrył ręką tele­fon, aby jego roz­mówca niczego nie sły­szał.
– Prze­cież Alek­san­dra nie żyje, więc czego się boisz? – męż­czy­zna lekko się uśmiech­nął i przy­sta­wia­jąc tele­fon do ucha odparł.
– Nie­stety ja nie mogę być na tym spo­tka­niu, ale za chwilę przy­wiozę Pene­lopę.
– Świet­nie, popro­szę Toma, aby przy­pro­wa­dził ją do mojego biura.
Night roz­łą­czył się i spoj­rzał na miej­sce, w któ­rym nie­dawno stała Alek­san­dra. Zasko­czony wyszedł z salonu i rozej­rzał się. Kilka sekund póź­niej usły­szał jak scho­dzi po scho­dach. Męż­czy­zna wes­tchnął, kobieta to kobieta nawet na zakupy musi się wystroić. Alek­san­dra wymi­nęła go i zakła­da­jac kozaki oraz bio­rąc płaszcz do dłoni ruszyła w stronę drzwi. Męż­czy­zna zro­bił to samo. Nie minęło nawet pięć minut, a ta dwójka jechała po tłocz­nych uli­cach Lon­dynu. Alek­san­dra miała plan, który ma szansę się udać. Chris zaje­chał pod wej­ście do gale­rii gdzie stał przy­ja­ciel Siwona. Dziew­czyna opieła pas i kiedy miała już wyjść, usły­szała tylko.
– Pamię­taj, że cią­gle Cię obser­wuje.
Nie odpo­wia­da­jąc mu wyszła. Tom widząc narze­czoną przy­ja­ciela pod­szedł do niej. Widział ją kilka razy jed­nak teraz wyda­wała się inna. Odgo­nił od sie­bie te myśli i z lek­kim uśmiec­gem przy­wi­tał się. Kobieta odwza­jem­niła uśmiech, aby dodać męż­czyź­nie odwagi. Wcho­dząc do zatło­czo­nej gale­rii, od razu udali się do windy. Alek­san­dra cały czas roz­ma­wiała z męż­czy­zną. Nigdy nie lubiła ciszy, a tym bar­dziej wśród nowo pozna­nych ludzi. Tom był miło zasko­czony dzi­siej­szą postawą bru­netki.
Jed­nak to wła­śnie był plan Alek­san­dry. Scho­wa­nie praw­dzi­wych emo­cji za maską. Jeśli chce to cią­gnąc, nawet dla rodzinny powinna to robić. Cho­ciaż było to cho­ler­nie trudne.
Kiedy drzwi windy otwo­rzyły się ruszyli do drzwi z napi­sem „DYREKTOR”. Tom poże­gnał się z narze­czoną Siwona i ruszył w prze­ciw­nym kie­runku. Alex wes­tchnęła cicho i zapu­kała. Sły­sząc odpo­wiedź zza drzwi otwo­rzyła je. Było to ciemne pomiesz­cze­nie, dość spore. W biu­rze Siwona znaj­do­wało się biurko przy, któ­rym pra­co­wał oraz czarna skó­rzana sofa przy oknie. Nie­wielki szklany sto­lik obok sofy wyda­wał się jedyna rze­czą z „gór­nej półki”.
-Witaj Pene­lopo. – spoj­rzała na męż­czy­znę za biur­kiem. Był to może z trzy lata star­szy azjata o czar­nych jak kruk wło­sach. Siwon wstał z krze­sła i dopiero teraz zauwa­żyła, że nie należy on do ste­reo­ty­po­wego azjaty. Miał na pewno powy­żej metra osiem­dzie­siąt.
– Witaj. – odparła po dłuż­szej chwili.
– Usiądź zaraz moja sekre­tarka przy­nie­sie Ci coś do picia, na co masz chęć?
– Tylko wodę. – odparła zdej­mu­jąc płaszcz.
Usia­dła na kana­pie, a po chwili to samo uczy­nił Siwon. To spo­tka­nie było strasz­nie nie­zręczne. Rzadno z nich nie wie­działo jak roz­po­cząć roz­mowę. Kiedy sekre­tarka weszła i poło­żyła przed nimi fili­żankę z kawą oraz wodę, Alek­san­dra spoj­rzała na męż­czy­znę. Odcze­kała, aż kobieta znik­nie za drzwiami po czym roz­po­częła swoją wypo­wiedź.
– Prze­pra­szam.
– Za co? – odparł zasko­czony patrząc na nią.
– Będąc w szpi­talu mia­łam czas do roz­my­śleń. Nie pamię­tam niczego sprzed wypadku, jedy­nie kilka ulot­nych chwil spę­dzo­nych z rodzi­cami. Pod­czas pobytu tam nie odwie­dził mnie nikt z przy­ja­ciół, a nawet Ty. Wiem, że wie­dzieli o wypadku. Dopiero wtedy doszło do mnie jakim musia­łam być potwo­rem. Wiem co możesz sobie pomy­śleć, jed­nak nie mówie tego po to abyś mi współ­czuł, chcę po pro­stu aby mię­dzy nami nie było nie­po­ro­zu­mień. Mamy wziać ślub. Ta paro­dia ma trwać rok, liczę tylko na to aby­śmy żyli w zgo­dzie. – Siwon zasko­czony sło­wami Pene­lopy uśmiech­nął się lekko.
– To prawda nie byłaś łatwa do życia, jed­nak nie mam Ci nic za złe. Rów­nież chciał­bym, aby ten rok był bez kłótni. Musimy poka­zać ludzią, że jeste­śmy szczę­śliwi, a tylko żyjąc w zgo­dzie nam to wyj­dzie.
– Tak wiem, kam­pa­nia mojego ojca i to cen­trum pod­upad­nie jeśli co chwile będziemy sie kłó­cić.
– Zga­dzam się.
Alek­san­dra była zado­wo­lona, że udało jej się podra­to­wać osobę Pene­lopy w oczach Siwona. Bała się jed­nak, że męż­czy­zna jej nie uwie­rzy. Jed­nak wszystko poszło dobrze, a ich roz­mowy trwały aż do osiem­na­stej. Kobieta opu­ściła biuro męż­czy­zny co chwilę spo­glądajac czy nie ma gdzieś zna­jo­mej twa­rzy. Przed cen­trum stała zamó­wiona przez Siwona tak­sówka. Kobieta wsia­dła do niej, a po chwili zapieła pas.
– Gdzie panią zawieść?
– Jest jedno miej­sce. – Alek­san­dra lekko się uśmiech­nęła.

***

Stała z bukie­tem róż w dłoni. Westch­nęła lekko spo­glądając na tabliczkę z jej imie­niem i nazwi­skiem. Kuc­nęła i deli­kat­nie aby nie znisz­czyć niczego poło­żyła bukiet. W świe­tle lampy spo­strze­gła zdję­cie. Wzięła je do ręki, a po jej policz­kach pole­ciała łza. Tęsk­niała za sta­rym życiem.
– Nie martw się Pene­lopo, pomsz­czę Cie­bie i spra­wię, że ten dupek dosta­nie to na co zasłu­żył.

Wol­nym kro­kiem ruszyła w stronę par­kingu gdzie cze­kała tak­sówka, nie wie­dziąc, że ktoś na nią spo­gląda.



wtorek, 11 października 2016

7


ALEKSANDRA MONSON NIE ŻYJE

      Chris spoj­rzał na leżącą w jego samo­cho­dzie kobietę. Jak obie­cał ura­to­wał ją. Z przedniego sie­dze­nia wziął swój płaszcz i zarzu­cił go na jej zimne ciało. Zamknął drzwi i usiadł na miej­scu kie­rowcy. Z fotela obok wziął tele­fon. Pół­noc, tak jak mówił. Zgo­dziła się. Nie miał w pla­nach tego zaj­ścia, ale było ono mu na rękę. Teraz tylko musi pozbyć się ciała Pene­lopy. Jak na zawo­ła­nie ode­zwał się jego tele­fon. Spoj­rzał czy aby Alex, która spała nie obu­dziła się. Widząc, że na­dal ma zamknięte oczy ode­brał. 
– Chris, zro­bi­łem to. – sły­sząc głos Mar­cusa kącik jego ust uniósł się do góry. 
– Świet­nie. – odparł. 
– Za ile będziesz w szpi­talu? – dopy­ty­wał. 
– Około piet­na­ście minut. – oznaj­mił – Ty i Tom macie być gotowi. 
      Rozłą­czył się i wyje­chał z par­kingu obok plaży. Szpi­tal nie był daleko, a ruch na dro­dze zni­komy. Po dzi­siej­szym śnia­da­niu wyczu­wał, że Siwon ma ochotę odwiedzić Pene­lopę. Nie mógł do tego dopu­ścić. Zała­twił mu sporo papier­ko­wej roboty. Pew­nie na­dal sie­dzi w biu­rze. Jego myśli ode­szły kiedy zoba­czył wielki budy­nek. Wje­chał na par­king i zapar­ko­wał nie­da­leko wej­ścia. Miał świa­do­mość, że nocą może minąć co naj­wy­żej kilka pie­lę­gnia­rek. Wysiadł z samo­chodu i pod­szedł do drzwi od strony pasa­żera. Kiedy otwo­rzył je zoba­czył bladą twarz kobiety. Deli­kat­nie wziął ją na ręce. Wcze­śniej zakry­wa­jąc jej twarz płasz­czem. Nogą zamknął drzwi. Wszedł do szpi­tala. Co chwilę mijał zasko­czone pie­lę­gniarki czy też leka­rzy. Żaden z nich nie zapy­tał czy coś się stało. Służba zdro­wia w Lon­dy­nie była nie­sa­mo­wita prawda? Odna­lazł salę, w któ­rej była Pene­lopa. Kiedy pod­szedł drzwi otwo­rzył Tom. Chris spoj­rzał na Pene­lopę leżącą na noszach. 
– Tom prze­bierz je. – naka­zał, a młody lekarz wyko­nał pole­ce­nie. Teraz patrząc na nie, były nie doro­zróż­nie­nia. Usiadł w fotelu wcze­śniej zasu­wa­jąc rolety. Kiedy Tom zamie­nił ich ubra­nia poło­żył Alex na łóżku i przy­krył. 
– Co teraz? – Mar­cus spoj­rzał na swo­jego przy­ja­ciela. 
– Zanieś ciało do mojego samo­chodu i pocze­kaj na mnie. – rzu­cił mu klu­cze, które chło­pak od razu zła­pał i scho­wał do kie­szeni. – A Ty mu pomóż. – zwró­cił się do Toma. 
– Dobrze. 
      Kiedy obaj wyszli wstał z miej­sca i pod­szedł do kobiety. Prze­je­chał dło­nią po jej zim­nym policzku i uśmiech­nął się. Wszystko idzie zgod­nie z pla­nem. Teraz musiał powia­do­mić o wszyst­kim Siwona. Wró­cił na swój fotel i wyjął z wil­got­nych spodni swój tele­fon. Odblo­ko­wał go i odszu­kał numer chło­paka. Kiedy wci­snął zie­loną słu­chawkę, przy­ło­żył urzą­dze­nie do ucha. Po kilku sygna­łach usły­szał zmę­czony głos męż­czyzny. 
– Coś się stało szwa­grze?
– Jestem w szpi­talu. – spoj­rzał na kobietę, która wła­śnie zaczęła otwie­rać oczy. 
– Co się stało? – zapy­tał zasko­czony. 
– Lekarz pro­wa­dzący lecze­nie Pene­lopy mnie wezwał. – widząc wzrok Alek­san­dry na sobie przy­ło­żył palec do ust, dając jej znak, że ma sie­dzieć cicho. 
– I co z nią?
– Obu­dziła się i już z nią lepiej. – usły­szał po dru­giej stro­nie tele­fonu wes­tchnię­cie ulgi. 
– Zaraz tam bedę. 
– To nie naj­lep­szy moment. Ma teraz bada­nia. – Chris wstał – Za kilka dni ma wyjść, odwie­dzisz ją już w domu – po dłuż­szej ciszy po dru­giej stro­nie, posta­no­wił znów zabrać głos – Idź spać, ja już wra­cam do domu. 
      Rozłą­czył się i scho­wał tele­fon. Poin­for­mo­wał swo­jego zna­jo­mego, że ma dać znać rodzi­com Pene­lopy, że ta się obu­dziła. Spoj­rzał na kobietę, która już zasy­piała. Przed opusz­cze­niem szpi­tala musiał jej coś powie­dzieć. Pod­szedł do łóżka i chwy­cił jej nad­gar­stek. 
– Jutro bedą tu rodzice Pene­lopy. Lekarz im powie, że masz amne­zję. Jeśli będziesz dobrze grać to Twoi rodzicę dostaną wer­sję iż Cię zabito. -Alex ze zro­zu­mie­niem poki­wała głową, a Chris przy­bli­żył się – Jed­nak jeśli to zepsu­jesz to zosta­niesz mor­der­czy­nią. 
Odrzu­cił jej dłoń i opu­ścił pomiesz­cze­nie. 

***

      Chris stał na skraju klifu. Przglą­dał się swo­jej kochance. Pene­lopa była zimna i blada. Leżała na zie­mii. Kuc­nął nad nią i z szyi zerwał naszyj­nik, który kie­dyś jej dał. Spoj­rzał na dia­menty mie­niące się w bla­sku księ­życa. Uca­ło­wał czu­bek jej głowy, a po jego policzku zje­chała łza. Mar­cus pod­szedł i podniósł ciało kobiety. Spoj­rzał na swo­jego przy­aciela, a po chwili wrzu­cił Pene­lopę do morza. Chris wstał i zdjął ręka­wiczki, to samo uczy­nił Mar­cus. Zadzwo­nił na komi­sa­riat i wezwał kilku ludzi, któ­rzy mieli wyło­wić ciało Pene­lopy. Przez tele­fon oznaj­mił, ze sam zaj­mie się tajem­ni­czą sprawą.
 Nie musiał długo cze­kać na poli­cję. Dzie­sieć minut po jego tele­fonie usły­szał syreny poli­cyjne. Nadal stał na prze­ciwko klifu roz­glą­da­jąc się. Sły­sząc zamy­kane za sobą drzwi odwró­cił się. 
– Co tu się stało? – zapy­tał komi­sarz Mat­thew Smith. 
– Byłem świad­kiem wypadku. – oznaj­mił – Jedyne co zauwa­ży­łem to grą­ża­cego męż­czy­znę i kobietę – odwró­cił się w stronę morza – ich samo­chód wpadł tam. 
– Chłopcy sły­sze­li­ście? – zapy­tał patrząc na kilku męż­czyzn goto­wych już do wej­ścia do wody.


***

      Alex otwo­rzyła oczy. Ośle­pia­jąca biel spra­wiła, że od razu je zamknęła. Mru­ga­jąc kil­ku­krot­nie usły­szała ciche szepty. Odw­ró­ciła głowę w ich stronę i na krze­śle obok łóżka spo­strze­gła kobietę w śred­nim wieku. Była ele­gancko ubrana, a ciem­no­brą­zowe włosy były zwią­zane w cia­snego koka. Obok kobiety sie­dział już siwie­jący męż­czy­zna. Znała go z pla­ka­tów wybor­czych. Więc to oni są rodzi­cami Pene­lopy. 
– Kocha­nie w końcu się obu­dzi­łaś. – kobieta ze łzami w oczach zła­pała jej dłoń – Lekarz nam mówił, że masz amne­zję – łamał jej się głos z każ­dym sło­wem – Pamię­tasz nas? – zapy­tała z nadzieją w gło­sie. 
Nie wie­działa co odpo­wie­dzieć. Pamię­tała słowa Chrisa, ale jak miała kogoś kogo nawet nie znała uda­wać? Spoj­rzała w zie­lone tęczówki kobiety i moc­niej chwy­ciła jej dłoń. Musiała to zro­bić, dla rodziny. 
– Pamię­tam Was, mamo. – odparła, a kobieta ura­do­wana usia­dła na jej łóżku i ją mocno przy­tu­liła. 
– Nie wiesz jak się cie­szę. – cho­ciaż miała scho­waną twarz w jej wło­sach wie­działa, że pła­cze. 
– Anno, prze­stań. – męż­czy­zna w końcu zabrał głos – Daj jej odpo­cząć. 
Anna Thorn puściła córkę i usia­dła na wcze­śniejszym miej­scu. Alex spoj­rzała na twarz ojca Pene­lopy. Widziała tro­skę, ale i strach. Tylko przed czym? Wpa­try­wała się w niego tak długo, aż się ode­zwał. 
– Idź może po leka­rza, a ja z nią zostanę. – zwró­cił się do swo­jej żony, a ta tylko poki­wała głową i wyszła. 
      Męż­czy­zna odpro­wa­dził ją wzro­kiem, a następ­nie usiadł na krze­śle wcze­śniej zaj­mo­wa­nym przez Annę. Westch­nął gło­śno widocz­nie szu­ka­jąc odpo­wied­nich słów. Alex od razu domy­śliła się o co cho­dzi. On na­dal chciał, aby Pene­lopa została żoną Siwona. Tylko dla­czego? Prze­cież o mało co nie zgi­nęła. Nie wie­działa jak jej poprzed­niczka tra­fiła do szpi­tala, ale czuła że jest to zwią­zane z rodziną Choi. Spoj­rzała przed sie­bie i od razu wie­działa co musi zro­bić. Jeśli teraz powie sta­now­cze nie Chris może ją zabić, a dodat­kowo zro­bić coś jej rodzi­nie. 
– Pamię­tam co miałam zro­bić – ode­zwała się nagle zwra­ca­jąc na sie­bie uwagę meż­czy­zny – Nie wiem jak i dla­czego tu tra­fiła. Nie pamię­tam nic ze swo­jego życia, jedy­nymi oso­bami, o któ­rych nie zapo­mnia­łam jeste­ście Wy. Nie mogę Cię zawieść. Zro­bię to. 
– Pene­lopo jesteś moją córką i wiedz, ze jestem Ci wdzięczny za każdą rzecz. – męż­czy­zna oddetch­nął z ulgą wra­ca­jąc na swoje miej­sce. 
      Stra­cił jej sza­cu­nek. Czyżby nie zale­żało mu na niczym innym niż kariera zawo­dowa? Za nic miał rodzinę? Jej roz­my­śle­nia prze­rwało przy­by­cie leka­rza. Był to ten sam co zeszłej nocy. Wyko­nał kilka pod­sta­wo­wych badań i zapi­sał wyniki na kar­cie. 
– Kiedy będzie mogła wyjść? – zapy­tała Anna patrząc na córkę. 
– Za trzy dni. – uśmiech­nął się – A teraz nie­stety muszą pań­stwo wyjść. 
      Rodzice Pene­lopy nie chęt­nie opu­ścili pomiesz­cze­nie zosta­wia­jąc kobietę samą . Alex wes­tchnęła i poło­żyła głowę na poduszce. Nie­spo­dzie­wa­nie w szafce noc­nej tuż obok łóżka usły­szała jakiś dźwięk. Usia­dła i roz­su­nęła mebel. Zoba­czyła w środku tele­fon. Domy­śliła się, że nale­żał do Pene­lopy. Odblo­ko­wała go i spraw­dziła wia­do­mość.

Od Chris
Widzę każdy Twój ruch. To co teraz uczy­niłaś, było dobrą decy­zją.

***

      Chris zatrzy­mał samo­chód przed znaną sobie restu­ra­cją. Popra­wia­jąc płaszcz wysiadł z auta i go zamknął. Był zado­wo­lony z faktu, że Alek­san­dra z nim współ­pra­cuje. Przez wiel­kie okna zoba­czył kobietę patrzącą w swój tele­fon, obok niej sie­dział męż­czy­zna z zamy­śloną miną. Wcho­dząc do restau­ra­cji zoba­czył w kącie chło­paka. Wła­ści­ciel restau­ra­cji pod­szedł do poten­cjal­nego klienta i z żalem oznaj­mił, ze dzi­siaj zamknięte. 
– Ja tutaj w innej spra­wie. – odparł poważ­nie. 
– Tak? – zapy­tał. 
– Nazy­wam się Chri­sto­pher Night i nie­stety jestem tutaj, aby powia­do­mić pań­stwo o śmierci Alek­san­dry Mon­son. 
– S-słu­cham? – zła­pał się za pobli­skie krze­sło. 
– Wczo­raj­szego wie­czoru została zamor­do­wana przez nie­ja­kiego Brada Wil­sona. Jej ciało wraz z doku­men­tami zostało zna­le­zione w morzu. 
      Matka Alek­san­dry zanio­sła się pła­czem. Jej ojciec wpa­try­wał się w wyło­żoną kafel­kami podłogę, a po jego twrzy spły­wały gorz­kie łzy. Nato­miast Tobias, młod­szy brat Alex stał osłu­piały. W tym wła­śnie momen­cie stra­cili osobę, która kochali. Nie mogli uwie­rzyć, ze ode­szła z dnia na dzień. Tak nie­spo­dzie­wa­nie. Nie miała nawet trzy­dzie­stu lat. 
Chris nie chciał dalej na to patrzeć, odwró­cił się i pozo­sta­wił w samot­no­ści rodzinę Alek­san­dry.









piątek, 30 września 2016

6



CZAS SIĘ POŻEGNAĆ


     Godzina sie­dem­na­sta trzy­dzie­ści. Wyjąt­kowo Alek­san­drze udało się zerwać z pracy wcze­śniej. Cały czas myślała o roz­mo­wie z męż­czyzną. Do pół­nocy ma się zgo­dzić uda­wać jakąś kobietę? To niemoż­liwe. Na miej­sce spo­tka­nia podwio­zła ją tak­sówka. Zapła­ciła i opu­ściła pojazd. Spoj­rzała na nie zachę­ca­jąco wyglą­da­jący budy­nek. Westch­nęła cicho i spraw­dziła, czy aby na pewno wybrała dobrą ilość gotówki. Ostatni raz spoj­rzała na kopertę. Scho­wała ją do torebki i pode­szła do drzwi. Zapu­kała kilka razy. Już miała odejść kiedy drzwi uchy­liły się, a w nich sta­nął znany jej męż­czyzna.
– O, pro­szę. Mia­łaś być o osiem­na­stej.
– Ale jestem teraz. – odpowie­działa mu.
     Męż­czy­zna tylko wpu­ścił ją do środka. Nic się nie zmie­niło. Nadal farba zcho­dziła ze ścian, a stare kafelki odpa­dały. Szła za dobrze zbu­do­wa­nym męż­czyzną. Miga­jace świa­tła doda­wały mroku temu miej­scu. Idąc kory­ta­rzem usły­szała krzyki. Serce moc­niej jej zabiło. Wrza­ski były coraz to gło­śniej­sze. Zatrzy­mali się przed drzwiami. Męż­czy­zna zapu­kał, a następ­nie je otwo­rzył.
– Sze­fie nasza przy­ja­ciółka przy­szła. – zaśmiał się wcho­dząc do środka. Alex chwilę biła się z myślami. Jed­nak weszła do pomiesz­cze­nia. Od razu zoba­czyła pobi­tego męż­czyznę w kącie.
– O, Alek­san­dra – Brad stał przy kra­nie i obmy­wał krew z rąk – Widzisz Steve? Przez Cie­bie będzie się nas teraz bała – zwró­cił się do męż­czyzny w kącie.
– Mam pie­nią­dze – odparła.
– Cie­szę się – usiadł na kana­pie wska­zu­jąc dło­nią na fotel. Kobieta wymi­nęła jego współ­pra­cow­ni­ków i usia­dła na zaku­rzo­nym meblu. Z torebki wyjęła kopertkę. Podała ją Bra­dowi. Męż­czy­zna prze­li­czył kwotę i z uzna­niem spoj­rzał na nią.
– Nieźle…– nie zdą­rzył dokoń­czyć gdyż chło­pak, któ­rego pobił rzu­cił w jego głowę popiel­niczką. Widzący to zda­rze­nie współ­pra­cow­nicy pod­bie­gli do niego z łomami. Alex czuła jak serce chce wysko­czyć z jej piersi. Wstała z fotela i cicho ruszyła w stronę drzwi. Kiedy zła­pała klamkę usły­szała ciche zda­nie.
– Sze­fie, on nie żyje.– odwró­ciła się i spo­rzała na nich. Zdu­miony Brad pod­szedł do ciała Steva i spraw­dził puls.
– Wy idioci! – wykrzy­czał, ale po chwili przy­po­mniał sobie kto jesz­cze jest w pomiesz­cze­niu. Trzy pary oczu spo­czeły na kobie­cie. Kur­czowo chwy­ciła ona swoją czarną torebkę i ze stra­chem oznaj­miła.
– Nic nie widzia­łam, naprawdę – widząc, że zbli­żają się do niej – Nie powiem nikomu.
     Jeden z męż­czyzn zła­pał ja za dło­nie i zapro­wa­dził do samo­chodu, gdzie zało­żył jej kaj­danki. Po chwili zoba­czyła jak z budynku wycho­dzi Brad, a tuż za nim Jacob nio­sący czarny worek ze zwło­kami. Obok kobiety usiadł Brad. Kiedy usły­szała zamy­ka­nie się bagaż­nika wie­działa, że to jej koniec. Samo­chód ruszył. Auto jechało w nie­znany jej kie­runku. Strach, który odczu­wała był nie do opi­sa­nia. Ręce jej się pociły i trzę­sły. Brad przy­glą­dał się jej w sku­pie­niu. Od zawsze wie­dział, ze jest piekną kobietą. Nie miał zamiaru jej zabić, ale wypusz­cze­nie jej od tak po tym co widziało nie było moż­liwe. Spoj­rzał na kaj­danki na jej nad­garst­kach. Mogli się bez tego obejść, ale nie ufali jej. Była mądra. Bez pro­blemu mogła ich wychy­trzyć i uciec.
      I co wtedy? Poszłaby na poli­cję? Czy może zosta­wiła dla sie­bie tą infor­ma­cję. Brad prze­stał wpa­try­wać się w kobietę kiedy Jacob zapar­ko­wał. Zatrzy­mali się w poło­wie leśnej dróżki. Wyszli z samo­chodu pozo­sta­wia­jąc kobietę samą. Alex rozej­rzała się po poje­ździe. Sły­sząc z bagaż­nika sze­lest worka przełknęła ślinę. W lusterku zoba­czyła dwie łopaty. Musiała uciec, ale nie miała jak. Ner­wowo roz­glą­dała się w poszu­ki­wa­niu klu­cza. Widząc odbi­ja­jące się swia­tło wychy­liła się lekko. Nie mogła uwie­rzyć w swoje szczę­ście. Na sie­dze­niu kie­rowcy leżał mały klu­czyk. Chw­cy­ciła go i nie­udol­nie sta­rała się otwo­rzyć kaj­danki. Udało jej się to po dłuż­szej chwili. Oba przedmioty rzu­ciła do przodu. Uchy­liła drzwi i widząc, że męż­czyzn nie ma szybko wysia­dła.
– A Ty dokąd sie wybie­rasz? – obró­ciła się, a jakieś trzy­sie­ści metrów przed nią stała trójka zbu­jów. Nie widząc co robić po pro­stu wbie­gła do lasu.
– Sze­fie ona ucieka!
– Tamta droga koń­czy się nie­da­leko auto­strady, będziemy tam szyb­ciej. – powie­dział wsia­da­jąc do samo­chodu. Nie cze­ka­jąc dłu­żej, ruszyli w wyzna­czo­nym kie­runku.

***

     Alex po raz kolejny o mało co nie wywa­liła się o korzeń. Nie chciała nawet na chwilę się zatrzy­my­wać. Szyb­kim kro­kiem prze­mie­rzała przez las. Sły­sząc nie­da­leko jadące samo­chody, zaczęła biec. Nie mogła uwie­rzyć, ze udało jej się tak daleko zajść i nie zostać zła­paną. Oparła się o drzewo i wes­tchnęła ciężko. Była wyczer­pana. Musiała cho­ciaż na chwilę usiąść. Sta­rała się unor­mo­wać oddech. Była cała morka, a tem­pe­ra­tura dawała o sobie znać. Śro­dek zimy, a ona biega po zaśnie­żo­nym lesie. Przy­mknęła oczy i nagle usły­szała znane głosy. Na kola­nach prze­czoł­gała się do wiel­kiego kamie­nia. Oparła się o niego wsta­jąc. Kil­ka­na­ście metrów dalej zauwa­żyła Brada i jego poma­gie­rów. Stali oparci o samo­chód. Miała pomysł. Gdyby udało jej się ich zwa­bić do lasu, a oni zosta­wili by otwarte drzwi i klo­uczyk w sta­cyjce, mia­łaby jak uciec. Upa­dła na kolana i odgar­nia­jąc śnieg szu­kała odpo­wied­niej wiel­ko­ści kamie­nia. Udało jej się to kiedy już ledwo co czuła palce. „No musisz do dobrze roze­grać” pomy­ślała i z całej siły rzu­ciła kamień przed sie­bie. Naro­bił on hałasu podob­nego do dep­ta­nych gałęzi. Wstała i zoba­czyła jak męż­czyźni bie­gną w stronę hałasu.      Ura­do­wana uświa­do­miła sobie, że wszystko poszło według jej planu. Zbie­gła po górce pro­sto do samo­chodu. Zamknęła drzwi i sta­rała się odpa­lić samo­chód. W lusterku widziała jak Jacob bie­gnie w jej stronę. Po raz kolejny prze­krę­ciła klucz. Zajęło jej to chwilę, ale udało się. Samo­chód odpa­lił, a ona wje­chała na ulicę. Jacob jed­nak nie dawał za wygraną i ruszył tuż za nią. Zanim samo­chód się roz­pę­dził męż­czyzna zdą­rzył, zła­pać klamkę i wsiąść do środka. Kobieta spoj­rzała na niego prze­ra­żona. Męż­czy­zna usi­ło­wał zatrzy­mać samo­chód. Nie wie­dząc co powi­nien zro­bić zła­pał kaj­danki leżące na opar­ciu fotela i przy­piął jej dłoń do kie­row­nicy. Kobieta spoj­rzała na blon­dyna i przy­ci­snęła pedał gazu. Ulica była oczysz­czona ze śniegu, więc nie miała pro­blemu z widocz­no­ścią. Jechała i rów­no­cze­śnie pró­bując zabrać mu klucz. Męż­czy­zna wsa­dził go sobie do kie­szeni. Obec­nie pró­bo­wał ode­brać jej kie­row­nicę. Alex nie widząc co ma robić gwał­tow­nie zacha­mo­wała, a Jacob ude­rzył głową w szybę. Zem­dlał, ruszyła dalej z nadzieją, że uda jej się doje­chać na komi­sa­riat zanim się obu­dzi. Jechała szybko, bała się o swoje życie.
     W pew­nym momę­cie chciała zwol­nić, ale hamu­lec nie dzia­łał. Spoj­rzała w dół, a następ­nie szybko podnio­sła głowę. Przed maską samo­chodu było zwie­rzę. Sarna sto­jąca na ulicy zbie­gła z niej, uni­ka­jąc roz­pę­dzo­nego samo­chodu, który nie­bez­piecz­nie zbli­żał się do klifu. Kobieta, która kie­ro­wała pojazd, sta­rała się ocu­cić męż­czyznę obok. Nie mogła nawet wysko­czyć z wozu. Przy­pięta do kie­row­nicy ręka unie­moż­li­wiała jej nawet zawró­ce­nie samo­chodu. Zje­chali z szyb­ko­ścią świa­tła z drogi i zaczęli zbli­żać się do ogro­dze­nia, które chro­niło kie­row­ców przed śmier­cią poprzez upa­dek do morza. Z całą siłą wal­nęli w ogro­dze­nie. Linki od niego oplo­tły samo­chód. Wal­nął on w skały i odbił się od nich. Kobieta otwo­rzyła zamknięte wcze­śniej oczy i spoj­rzała w dół. Wszyst­kie linki puściły, a oni wpa­dli do morza.



Końcówka rozdziału to mocne skrócenie Prologu :) Czyli już wiecie jak na polskim skracam lektury XDXD.


czwartek, 15 września 2016

5

GRA

        Siwon do biura w cen­trum przy­był wcze­śniej niż zwy­kle, bo aż o szó­stej rano. Nie mógł w nocy spac. Wypa­dek jego pseudo narze­czo­nej nie dawał mu spo­koju. Nie wie­rzył, że to był przy­pa­dek. Sie­dząc w  biu­rze bawił się dłu­go­pi­sem. Chciał ją odwie­dzic. Nie darzyli się szcze­gólną sym­pa­tią, ale jed­nak zda­rzyło to się w jego domu. Nie­stety od jej ojca dowie­dział się, ze nara­zie to nie moż­liwe. Westch­nął i obkrę­cił się wokół wła­snej osi na czar­nym skó­rza­nym fotelu. Musiał się czymś zając. Spoj­rzał na stos teczek. Od razu chwy­cił pierw­szą lep­szą i zabrał się za czy­ta­nie. Co chwilę pod­pi­sy­wał bar­dziej inte­re­su­jące oferty.                
   Udało mu się wszystko skoń­czyc chwilę przed lun­chem. Wstał od biurka i prze­tarł zmę­czone oczy. Ubrał swoją mary­narkę i chwy­cił płaszcz. Posta­no­wił udac się na jakis obiad i kawę. Wycho­dząc ze swo­jego gabi­netu usły­szał swój dzwo­nek. Wyjął tele­fon z kie­szeni i widząc, że dzwoni jego szwa­gier w biegu ode­brał.
– Halo? – ode­zwał się.
– Witaj Siwon. – usły­szał głos po dru­giej stro­nie słu­chawki. – Mój zna­jomy, który pro­wa­dzi lecze­nie Pene­lopy ode­zwał się do mnie.
– I co z nią? – zapy­tał cie­kawy.
– Wpad­nij do knajpki na prze­ciwko cen­trum. Opo­wiem Ci wszystko.
– Zaraz tam będę. – roz­łą­czył się i ruszył w stronę wyj­ścia.
        Mijał masę ludzi obła­do­wa­nych tor­bami. Nigdy nie rozu­miał świa­tecz­nego szału zaku­pów. Sam zawsze był gotowy na świeta pół roku wcze­śniej. Był ide­ali­stą. Zaw­sze schlud­nie ubrany, wszystko dopięte na ostatni guzik i oczy­wi­ście zawsze punk­tu­alny. Kiedy tylko był już na dwo­rze z kie­szeni płasz­cza wyjął paczkę papie­ro­sów. Wsa­dził jed­nego do ust i odpa­lił go. Tak, papie­rosy były jego jedyną skazą. Żało­wał tego, że jako gów­niarz dał się w to wcią­gnąc. Odprę­żało go to. Wypu­ścił z ust dym i prze­szedł przez ulicę. Przez szklanę okno zoba­czył swo­jego szwa­gra. Sie­dział stu­diu­jąc kartę dań. Zga­sił papie­rosa przed wej­ściem i otwo­rzył drzwi. Powie­sił płaszcz na wie­szaku i pod­szedł do Chri­sto­phera. Przy­wi­tali się, a następ­nie zamó­wili wybrane dania.
– To co z Pene­lopą? – zapy­tał Siwon.
– Tom mówi, że coraz lepiej. – Siwon odprę­żył się. Bał się, że Thorn umarła w jego domu.
– Odwie­dzę ją dzi­siaj. – oznaj­mił, kiedy ich zamó­wie­nia do nich dotarły.
– Nie możesz, jest nie­przy­tomna. – Chri­sto­pher powie­dział to kro­jąc dor­sza.
– Chris, nie sądzisz, że ten wypa­dek jest dziwny?
– Tak, ta sprawa cuch­nie na kilo­metr. – oznaj­mił. – Zba­dam to.
To uspo­ko­iło męż­czy­znę i już w ciszy zje­dli swoje posiłki.

***
     Chris sie­dział w swoim samo­cho­dzie. Przy­glą­dał się kobie­cie, która wła­śnie szła ulicą. Wypił do końca swoją kawę. Nie miał zamiaru na razie poka­zy­wać się jej. Jego przy­ja­ciel Mar­cus sie­dział tuż obok. Wpa­try­wał się w dziew­czynę. Nie miał poję­cia po co tutaj przy­je­chali. Roz­siadł się wygod­niej i za kobietą wypa­trzył trzech męż­czyzn. Spoj­rzał na Chrisa, który rów­nież ich widział. Byli w odpo­wied­niej odle­gło­ści. Night uchy­lił okno, aby móc przy­słu­chać się ich roz­mo­wie. Kiedy tylko męż­czy­zna zatrzy­mał kobietę, Chris moc­niej zła­pał kie­row­nicę. Po chwili mogli usły­szeć ich roz­mowę.
– Do jutra masz mi prze­lać dwa tysiące. – powie­dział jeden z nich odpa­la­jąc papie­rosa. Alex spoj­rzała na niego zdzi­wiona.
– Skąd mam wziąść te pie­nią­dzę? – zapy­tała, lampa nie­da­leko oświe­tlała jej twarz, więc mogli zauwa­żyć jej nie­pew­ność.
– Co mnie to obcho­dzi? – zaśmiali się – Jutro o osiem­na­stej mi je przy­nie­siesz.
– Gdzie? – zapy­tała wie­dząc, że nie ma innego wyj­ścia.
– Tam gdzie zawsze. – odparł odcho­dząc, wraz ze swoim wspól­ni­kiem.
Kobieta jesz­czę chwilę stała w miej­scu, ale póź­niej ruszyła w stronę swo­jego domu. Chris już miał plan w gło­wie. Zamknął okno i odpa­lił samo­chód. Z pręd­ko­ścią świa­tła prze­mie­rzał ulicę. Ruszył w stronę cen­trum. Była dwu­dzie­sta, w biu­rze na pewno jest jesz­cze Siwon. Zatrzy­mał się na par­kingu. Spoj­rzał na Mar­cusa i kazał mu zacze­kać. Miał klu­cze do tyl­nego wej­ścia, więc bez pro­blemu dostał się do budynku. Idąc w stronę biura zatrzy­mał go ochro­niaż. Oznaj­mił mu, że Siwon na­dal jest w swoim gabi­ne­cie. Ta infor­ma­cja zado­wo­liła go. Sekre­tarka chło­paka minęła się z nim w progu. Po wymia­nie uprzej­mo­ści, pod­szedł do drzwi. Zapu­kał i pocze­kał, aż Choi zaprosi go do środka. Kiedy usły­szał ciche zapro­sze­nie do środka, otwo­rzył drzwi.
– Chris? Co Ty tu robisz? – Siwon nie ukry­wał swo­jego zdzi­wie­nia. Night spoj­rzał na niego. Mary­narka wisiała na krze­śle, rękawy bia­łej koszuli były ide­al­nie pod­cią­gnięte do gówy.
– Powi­nie­nem zapy­tać o to samo.
– Wiesz dobrze, że w ciągu dnia mam spo­tka­nia – wes­tchnął prze­cie­ra­jąc zmę­czone oczy dło­nią – Teraz mogę tylko wpła­cić pre­mię świą­teczną.
– Może ja to zro­bię, a Ty poje­dziesz odpo­cząć? – Chris usiadł na prze­ciw, brata swo­jej żony.
– Dla­czego chcesz mi pomóc? – Siwon był zasko­czony, wła­ści­wie Chris cza­sami mu poma­gał, ale czemu chciał sie­dzieć nad papie­rami do nie­wia­domo, któ­rej godziny?
– Cały czas myślę o spra­wie Pene­lopy – Chris wes­tchnął – Dodat­kowo Tatiana ostat­nio dziw­nie się zacho­wuje, a tak bym coś poro­bił i prze­stał o tym myśleć.
– Skoro tak przed­sta­wiasz sprawę, to dobrze. – Siwon wie­dział, że Chris prze­ży­wał sprawę tajem­ni­czego wypadku Pene­lopy.
– Jedź do domu i połóż się spać. – Chris uśmiech­nął się, a Siwon wstał. Zało­żył mary­narkę, a pod ramie wsa­dził płaszcz. Poże­gnał się i zosta­wił Night’a samego w biu­rze.
Chris usiadł na prze­ciwko lap­topa. Przej­rzał listę osób, któ­rym Siwon już prze­lał pie­nią­dzę. Chris obok lap­topa zoba­czył kilka kar­tek A4. Przej­rzał je i z zado­wo­le­niem wycha­czył, że zostały mu dwa sklepy. Jeden z biżu­te­rią i drugi, w któ­rym pra­cuje jego nowa kole­żanka. Wszyst­kim prze­lał pięć­set fun­tów, ale Alek­san­drze prze­lał dwa­ty­siące. Spoj­rzał z uśmie­chem na lap­topa, po czym go zamknął wcze­śniej usu­wa­jąc z niego wszystko co zro­bił. Ze satys­fak­cją opu­ścił budy­nek.


***

     Godzina jedy­na­sta świad­czyła o tym, że pra­cow­nicy mieli chwilę dla sie­bie. Mogli w spo­koju zjeść śnia­da­nie. Alex i Nina, które sie­działy na zaple­czu roz­ma­wiały o zbli­ża­ją­cych się świę­tach. Nina oczy­wi­ście musiała zmie­nić temat. Bru­netka opowie­działa swo­jej przy­ja­ciółce o ostat­niej kon­troli. Nie mogła pomi­nąć faktu, że ich nowy dyrek­tor jest bar­dzo przy­stojny. Opo­wie­działa jej także, że pochwa­lił jej sta­no­wi­sko. Ich roz­mowę prze­rwał znany męż­czy­zna. Mark pra­co­wał w biu­rze. Zazwy­czaj przy­cho­dził i mówił dziew­czy­nom o wszyst­kich kon­tro­lach. Męż­czy­zna z lekka zdy­szany pod­szedł do ich sto­lika. Ocię­żale opadł na krze­sło i gło­śno wypu­ścił powie­trze. Alex i Nina spoj­rzały na niego z lek­kim uśmie­chem.
– Ta robota mnie wykoń­czy. – poło­żył dłoń na swoim sercu.
– Może zacznij cho­dzić na siłow­nie? – zapro­po­no­wała Nina.
– Nie zaczy­naj, mam syl­wetkę mło­dego Boga! Sama byś padła jak­byś musiała bie­gać wszę­dzie. – wstał z miej­sca i obra­żony wyszedł.
– Nie dał nam pre­mii. – Nina wstała i skrzy­żo­wała ręce. Obie szybko wyszyły i widząc, ze męż­czy­zna znowu wcho­dzi do butiku zaśmiały się. Coś czuły, że zapo­mniał im to dać. Pode­szły do chło­paka, a ten dał im dwie koperty z ich imio­nami. Nina szybko ją roz­darła i spraw­dziła kwotę wid­nie­jącą na druczku. Ucie­szyła się, że nowy dyrekto podniósł im pre­mię o dwie­ście fun­tów. Kiedy Nina poszła na zaple­cze z zamia­rem scho­wa­nia druczku, tele­fon Alex dał o sobie znać. Spoj­rzała na wyświe­tlacz:
1 nowa wia­do­mość od

Psy­chol: 
Nie musisz mi dzię­ko­wać

Nie miała poję­cia o co może cho­dzić. Pod­nio­sła wzrok i pod dru­giej stro­nie zauwa­żyła zna­nego męż­czyznę. Wzro­kiem wska­zał na kopertę. Zerk­nęła na nią i szybko ją otwo­rzyła. Mało co nie upa­dła widząc kwotę. Dwa tysiące. Tyle wła­śnie musiała dzi­siaj dać tym opry­chom. Ale skąd on mógł wie­dzieć? Czy to moż­liwe, że ją śle­dzi? Kolejny raz chwy­ciła tele­fon i odpi­sała mu:

Ja: 
Musimy poroz­ma­wiać.

Spoj­rzała na męż­czyznę, który wła­śnie odczy­tał wia­do­mość, uśmiech­nął się pod nosem i przy­ło­żył tele­fon do ucha. Po chwili usły­szała znaną melo­dię. Na wyświe­tla­czu wid­niał napis Psy­chol. Wci­snęła zie­loną słu­chawkę i przy­ło­żyła tele­fon do ucha.
– Mogę Ci pomóc, mogę odmie­nić Twoje życie. Zgódź się. – sły­sząc to zer­k­nęła tylko za sie­bie, czy przy­pad­kiem nie ma tam Niny.
– Dla­czego mi to robisz? – zapy­tała cicho.
– Chodź tutaj, poroz­ma­wiamy. – nie zdą­rzyła odpowie­dzieć, bo męż­czy­zna roz­łą­czył się.
Spoj­rzała na niego i i ruszyła szyb­kim kro­kiem w jego stronę. Miała klien­tów cen­trum, któ­rzycho­dzili ze skle­pów. Kiedy już stała na prze­ciwko zła­pał jej nar­d­gar­stek i pocią­gnął w stronę par­kingu. Kobieta szła tuż za nim. Zatrzy­mali się dopiero przy jego samo­cho­dzie. Męż­czy­zna spraw­dził czy nikogo nie ma i poka­zał jej zdję­cie kobiety, która wyglą­dała jak ona.
– To Pene­lopa – wyja­śnił – Nie­długo umrze.
– Co się jej stało? – zapy­tała wpa­tru­jąc się w foto­gra­fię.
– Niesz­czę­śliwy wypa­dek. – odparł bez uczuć.
– Dla­czego mi to mówisz?
– Wiem, ze musisz dzi­siaj oddać dwa tysiące. – odpa­lił papie­rosa – Dałem Ci je, więc masz pew­ność, że mogę spła­cić Twój dług.
– Nie potrze­buję Two­jej pomocy. – oddała mu zdję­cie.
– Mylisz się – zaśmiał się – Teraz się nie zga­dzasz, ale obie­cuję Ci, że jesz­cze przed pół­nocą powiesz TAK.
 Męż­czy­zna zaśmiał się, a Alex spoj­rzała na niego nie­pew­nie.